Rozdział
17
Nikomu
nie przeszkadzało, że tu siedzi. Ojciec Apacza był także
leśnikiem. Wstawał codziennie koło piątej rano, a o szóstej
wsiadał już na rower. Wracał dopiero na późny obiad. Był dość
prosto myślącym facetem, dla którego najważniejsza była rodzina.
Jego żona okazała się inna, niż spodziewał się tego Sebastian.
Pochodziła z dużego miasta i wciąż pracowała w swoim zawodzie.
Była grafikiem komputerowym i zlecenia wykonywała zdalnie. Czwórka
ich synów większość dnia spędzała na wypasie owiec, które
dopiero wieczorem zapędzali do koszary, czyli zagrody, którą
przenosili, gdy dana łąka została już ładnie przez zwierzęta
wygolona. Sebastian na początku im towarzyszył, było to dla niego
zupełnie nowe doświadczenie, ale szybko się znudził. Każdy dzień
wyglądał niemal tak samo. Dużo było w tym biegania na świeżym
powietrzu i typowo „chłopięcych” zabaw, ale on nie mógł się
w tym odnaleźć.